środa, 7 września 2016

EPILOG.


"Nie obiecuję ci wiele, bo tyle to prawie nic. Najwyżej wiosenną zieleń. Najwyżej pogodne dni. Najwyżej uśmiech na twarzy i dłoń w potrzebie. Nie obiecuję ci wiele, bo tylko po prostu siebie." *

*

     Noc. Gwiazdy. Ogródek. Koc. I oni. Mike leżał z rękami pod głową i wpatrywał się w rozgwieżdżone niebo. Na jego klatce piersiowej leżała głowa jego przyjaciółki, którą kochał całym swoim nastoletnim sercem.
- Mikey? - szepnęła Vanessa podnosząc głowę i spoglądając w jego oczy.
- Słucham, słoneczko. - powiedział i uśmiechnął się promiennie.
- Obiecasz mi coś?
- Co tylko zechcesz.
- Obiecaj mi, że kiedyś w przyszłości...
- Tak? - podniósł się do pozycji siedzącej i objął dziewczynę ramieniem przyciągając ją do siebie, i pocałował ją w czoło.
- Nie zapomnisz o mnie, prawda?
- Nigdy. Za bardzo mi na tobie zależy, skarbie.
- To... Zaprosisz mnie na swój ślub? - zapytała z uśmiechem.
- Oczywiście. - zaśmiał się i ponownie złożył pocałunek na jej czole... - Ale wiesz co? Wydaje mi się, że nie będziesz potrzebowała zaproszenia.
- Dlaczego? - zapytała.
- Zobaczysz... Obiecuję. - uśmiechnął się i ponownie położył się na kocu i wpatrywał się w gwiazdy...


     Dotrzymał obietnicy. Stał przy ołtarzu i wpatrywał się w uśmiechniętą blondynkę ubraną w białą suknię, idącą w jego stronę u boku wujka. Na jego twarzy również widniał szeroki uśmiech, a kiedy jego ukochana stała już przy nim uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej - o ile to było w ogóle możliwe. Spojrzał jej w oczy i poczuł ogarniające go szczęście. Już za chwilę zostanie jego żoną, Vanessą Watson...
- Zebraliśmy się tutaj, żeby połączyć węzłem małżeńskim Vanessę i Michaela... Jeśli ktoś zna powód, dla którego ta dwójka nie może być razem niech odezwie się teraz albo zamilknie na wieki. - powiedział pastor. - Czy ty, Vanesso, bierzesz sobie Michaela za męża?
- Tak. - powiedziała pewnie i uśmiechnęła się do chłopaka.
- Czy ty, Michaelu, bierzesz sobie Vanessę za żonę?
- Tak. - powiedział i również się uśmiechnął patrząc Van prosto w oczy.
- W takim razie na znak waszej miłości nałóżcie sobie obrączki wypowiadając słowa przysięgi. - powiedział pastor i podał im złote obrączki..
- Michaelu.. - Vanessa złapała chłopaka za rękę i zaczęła wkładać mu na palec obrączkę. - Oddaję ci serce z miłości i tylko ciebie miłuję. Nie cofnę nigdy tego, co dzisiaj ci ślubuję.* - skończyła mówić i uśmiechnęła się szeroko.
- Vanesso.. Vanny.. - zaczął Mike biorąc do ręki obrączkę i łapiąc dziewczynę za dłoń. - I moje serce wzajemnością bije. Oddało ci się, tobą tylko żyje.* - uśmiechnął się całując dłoń Vanessy, po czym obydwoje patrząc sobie w oczy zakończyli swoją przysięgę.
- Chętnie podzielę losu wszelką dolę. Na wspólną radość i wspólną niedolę..*
- Ogłaszam was mężem i żoną. - powiedział pastor, a w kościele rozbrzmiały gromkie brawa. Mike przytulił swoją żonę i pogładził po policzku, po czym złożył na jej ustach czuły pocałunek przepełniony uczuciem...


*


taaaa-daaaam! ♥

* - Walt Whitman
* - przysięga znaleziona w internecie na jakimś forum 

na zakończenie tylko powiem, że dziękuję - za wszystko,
jesteście wspaniali. :*




sobota, 4 czerwca 2016

23.


23 maja

- Jak wyglądam? - zapytała po raz setny stojąc przed lustrem i wygładzając sukienkę.
- Po raz kolejny mówię ci, że pięknie.. Nie denerwuj się. - westchnęła Van uśmiechając się pokrzepiająco do Emmy, w której oczach błyszczały łzy. - Nie waż się płakać! Wiesz ile kosmetyczka się nad tym makijażem męczyła, chyba nie chcesz, żeby jej praca spłynęła po twojej twarzy.
- Nie dam rady.. - kobieta pokręciła głową i usiadła na łóżku.
- Em, będzie dobrze, zobaczysz.. To nerwy. Teraz się denerwujesz, ale jak staniesz przed nim i wypowiesz słowa przysięgi wszystko minie.
- O ile będę w stanie je wypowiedzieć... - westchnęła i przymknęła powieki. Siedziała chwilę z zamkniętymi oczami i oddychała głęboko, po czym gwałtownie wstała i wybiegła z pokoju w kierunku toalety. Vanessa wybiegła za nią i objęła pochylającą się nad ubikacją Emmę... - O Boże..
- Spokojnie, Em.. - szepnęła blondynka i pogłaskała plecy kobiety. - Lepiej? - zapytała, a Emma pokiwała głową. - Posiedź tu jeszcze chwilę, na wszelki wypadek. Przyniosę ci wody. - powiedziała i wyszła z łazienki...

niedziela, 15 maja 2016

22.


24 grudnia

     Zdjął w przedpokoju kurtkę i buty, po czym wszedł do kuchni, z której już wyłaniały się cudowne zapachy wigilijnych potraw. Stanął w drzwiach i uśmiechnął się szeroko widząc Vanessę ubrudzoną mąką z kompletnym nieładem włosów na głowie. Jak najciszej umiał podszedł do dziewczyny i delikatnie objął ją w pasie całując w policzek. Vanny pisnęła przestraszona i odskoczyła od chłopaka.

poniedziałek, 9 maja 2016

21.


- Cześć, co chcesz na śniadanie? - zapytała Emma, kiedy Vanessa weszła do kuchni.
- Nic, napiję się tylko kawy i wychodzę. - powiedziała dziewczyna podchodząc do ekspresu.
- Nie ma mowy, musisz coś zjeść.
- Nie będę jeść, Em.. Nie zmuszaj mnie.
- Coś się stało?
- Muszę się mentalnie przygotować na rozmowę z Danielem. Stresuję się jak cholera, mam ściśnięty żołądek, nic nie przełknę.. Kawa mi wystarczy, naprawdę. - uśmiechnęła się delikatnie biorąc do ręki swój kubek i usiadła przy stole. - Marka już nie ma?
- Nie, wyszedł przed chwilą.. Co to za rozmowa? - zapytała Emma siadając naprzeciwko Vanessy i spojrzała na nią wyczekująco.
- Muszę z nim zerwać.. I jeszcze wyjaśnić dlaczego. To będzie bardzo trudne.. - westchnęła ciężko wpatrując się w swoje dłonie, które oplatały kubek.
- Mike jest tego powodem? - zapytała Emma, a Vanny tylko przytaknęła, na co kobieta zareagowała szerokim uśmiechem.
- Czemu ty się tak szczerzysz?
- Lubię go.. Cieszę się, że w końcu do was dotarło, że to, co jest między wami to coś więcej niż przyjaźń.
- Czy ty przypadkiem nie powinnaś mnie teraz podnosić na duchu, mówiąc, że Daniel jest mądrym chłopakiem i na pewno zrozumie? - zapytała blondynka z ironicznym uśmiechem.
- Możliwe, ale co ci będę oczy mydlić.. Na pewno będzie wkurzony, ale co z tego.. Ważne, że w końcu będziesz szczęśliwa. - uśmiechnęła się kobieta i ścisnęła dłoń Van.
- Masz rację... Będę szczęśliwa. - uśmiechnęła się i skończyła pić swoją kawę.

wtorek, 26 kwietnia 2016

20.


-Vanessa! - pisnęła Gaby i rzuciła się przyjaciółce na szyję. - Jak dobrze cię widzieć.. Kiedy wróciłaś?
- Cześć. Wczoraj wieczorem.. Coś się stało? - zapytała rozbawiona zachowaniem przyjaciółki.
- Nic, nic. Jak było? - zapytała szatynka znacząco poruszając brwiami, a na twarzy Vanessy pojawił się szeroki uśmiech i delikatny rumieniec. - Nie!
- Co?
- Przespałaś się...
- Nie! Skąd ci to w ogóle przyszło do głowy?! Gaby! - zaprzeczyła kręcąc z niedowierzaniem głową. Też wymyśliła.. - Po prostu...
- Czyli coś jednak jest na rzeczy.. Opowiesz mi na naszej przerwie, a teraz spadaj na zaplecze się przebrać. Właśnie się zaczyna nasza zmiana. - powiedziała popychając przyjaciółkę, na co Van zareagowała śmiechem, ale posłusznie weszła na zaplecze..

sobota, 16 kwietnia 2016

19.


     Wrócił do domu grubo po północy.. Musiał odetchnąć po tym, co zdarzyło się w parku. Przemyślał wszystko i zrozumiał, że powinien wtedy pobiec za Vanessą. Był głupi, bo stał i patrzył jak dziewczyna odchodzi.. Powiedziała, że żartowała, ale to było oczywiste, że mówiła prawdę! Patrzyła mu w oczy mówiąc to wszystko.. Ale do Mike'a nie dotarło to od razu, dopiero teraz... Miał tylko nadzieję, że jego błąd nie wpłynie na ich relację. Przynajmniej nie negatywnie..

niedziela, 6 marca 2016

18.


- Że co zrobiłaś?! - pisnęła Gabriela z szerokim uśmiechem na ustach.. Dziewczyny sprzątały właśnie po całym dniu pracy i, jak zawsze, rozmawiały - teraz miały na to czas, a nie tak, jak w ciągu dnia..
- No co? To źle, że się zgodziłam? - zapytała Vanessa spoglądając na przyjaciółkę.
- Oczywiście, że nie! Boże, Van, to chyba twoja najlepsza decyzja w ciągu ostatnich kilkunastu tygodni.
- Jezu, już myślałam, że znowu palniesz jakieś kazanie.. - zaśmiała się blondynka.. - Tylko muszę to jakoś powiedzieć Danielowi. Nie będzie zachwycony.
- A kogo to obchodzi. - prychnęła Gaby, a Vanessa zmierzyła ją wzrokiem. - To znaczy.. Na pewno zrozumie. - dodała ze sztucznym uśmiechem.. - No, dobra, skończone. - stwierdziła zasuwając ostatnie krzesło i rozejrzała się dookoła.
- Tak, szybko nam to poszło..
- Cze..
- Nie wchodź! Bo naniesiesz błota.. - zaśmiała się Vanny, kiedy Daniel otworzył drzwi.
- Dobra, to ja poczekam w samochodzie. - stwierdził chłopak i wychodząc zamknął drzwi.
- To jedno dobrze zrobił.. - zażartowała Gabriela i przez chwilę nawet na twarzy Vanessy pojawił się uśmiech. - Lecę, do środy, słoneczko. - powiedziała tuląc do siebie przyjaciółkę i pocałowała ją w policzek.
- Pa, mała. - powiedziała Vanessa i założyła swoją kurtkę owijając szyję szczelnie szalikiem. Zgasiła wszystkie światła i wyszła z kawiarni, po czym zamknęła drzwi na klucz i ruszyła do samochodu Daniela...

niedziela, 28 lutego 2016

17.


     Weszła do kuchni i od progu przywitał ją promienny uśmiech Mark'a i zapach świeżo zaparzonej kawy. Mężczyzna cicho podśpiewywał piosenkę, która właśnie leciała w radio i robił kanapki. Vanessa wyjęła kubek i nalała sobie kawy, po czym oparła się o blat, przy którym stał jej wujek i zaczęła mu się przyglądać.
- Masz dobry humor. - zauważyła. - Co się stało? - zapytała uśmiechając się delikatnie i napiła się kawy - tego jej było trzeba... Mark spojrzał na nią z dziwnym błyskiem w oku, a jego uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej.
- Nic się nie stało, po prostu mam dobry humor, jak zauważyłaś. - wzruszył ramionami i ułożył kanapki na talerzu. - Siadaj i jedz. Smacznego. - powiedział stawiając śniadanie na stole i sam zajął miejsce zabierając ze stosu jedną kanapkę... Kilka minut później, po skończonym śniadaniu, Vanessa wstała od stołu i posprzątała z niego, wkładając wszystkie naczynia do zmywarki. Spojrzała na wujka, który jakby nigdy nic czytał gazetę.
- Nie idziesz do pracy? - zapytała przyglądając się mężczyźnie.
- Nie, mam wolne. Muszę załatwić kilka rzeczy.. Poza tym trzeba posprzątać w domu i ugotować kolację..
- Zaraz, zaraz.. Ja o czymś nie wiem, Mark?
- No przecież mamy dzisiaj gości.. Mówiłem ci.
- Nie, nie mówiłeś. - zaśmiała się Vanny. - Kto przychodzi? Na którą? Trzeba ci pomóc? Mam się jakoś specjalnie ubrać?
- Musiało mi wypaść z głowy.. Jestem dziwnie rozkojarzony. - zaśmiał się pod nosem mężczyzna.. - Odpowiadając na twoje pytania: zobaczysz, ale jeśli chcesz to możesz zaprosić Daniela. Na ósmą. Nie, poradzę sobie. Elegancko, ale żeby było ci wygodnie.
- Okeeej. Przerażasz mnie...
- Przepraszam. - uśmiechnął się przyjaźnie mężczyzna.
- Daniel dzisiaj pracuje, więc go nie zaproszę.. Będę zdana tylko na siebie.
- Trudno, poradzisz sobie. Nie będzie wcale tak strasznie.. Dobra, koniec gadania. Trzeba się zbierać, bo wykupią mi najlepsze produkty.. Podwieźć cię do The Swift?
- Tak, tylko wezmę rzeczy. - powiedziała dziewczyna i wyszła z kuchni..

czwartek, 25 lutego 2016

16.


"Nagłe zniknięcie, przepraszam. Nie miałem nikomu nic do zaoferowania,
poza własnym zamętem w głowie." ~ Jack Kerouac
(NOTKA NA DOLE, przeczytajcie)
~*~*~*~*~*~

     Trzy tygodnie. Dwadzieścia jeden dni. Pięćset cztery godziny. Trzydzieści tysięcy dwieście czterdzieści minut. Milion osiemset czternaście tysięcy czterysta sekund.. Tyle właśnie minęło od ostatniego spotkania Vanessy i Michaela. Tyle minęło od ich pocałunku.. Chłopak przestał przychodzić do domu dziewczyny, przestał nawet wpadać do The Swift. Dlaczego? Nikt tego nie wie.. Vanny otrząsnęła się po śmierci rodziców dość szybko, bo już kilka dni po pogrzebie była tą samą uśmiechniętą i radosną blondynką, co wcześniej. Ale mimo wszystko jej uśmiech nie zawsze był do końca szczery, bo brakowało jej jednej osoby.. Brakowało jej Michaela. Próbowała o tym nie myśleć, ale to zawsze wracało.
     Mike w ciągu tych trzech tygodni praktycznie nie wychodził z mieszkania. Jedyne miejsca, które odwiedzał to jego praca i pobliski sklep. Wolny czas spędzał przed laptopem, na rozmowach z Tomasem i Dianą, albo rodzicami. Nic nadzwyczajnego.. Kilka razy próbował zmusić się do wyjścia z domu, odwiedzenia Vanessy, ale bał się.. Znowu się od niej oddalił przez swoje tchórzostwo i strach, ale to było silniejsze. Wiedział, że gdyby ją zobaczył, spotkał wszystko by się zmieniło.. Mogłoby się to skończyć różnie.. Wtedy, kiedy go pocałowała był w siódmym niebie, ale dotarło do niego, że to nic nie znaczyło. Dlaczego? Bo potrzebowała bliskości, wsparcia, w końcu zmarli jej rodzice.. Nie było przy niej Daniela, dlatego to on był obiektem, na którym się wtedy skupiła...
Gdyby tylko wiedział, że dla niej znaczyło to cholernie dużo..

niedziela, 17 stycznia 2016

15.


     Kiedy Vanessa wybiegła z salonu Mark natychmiast chciał pójść za nią, ale uprzedził go Michael.
- Siedź, ja pójdę. - powiedział chłopak i wyszedł z salonu.. Mark wbił wzrok w dłonie i oddychał głęboko. Emma przytuliła się do jego boku i delikatnie złapała go za rękę.
- Martwię się o nią.. - szepnął, a w oczach stanęły mu łzy. - Jak mam jej powiedzieć, że jej rodzice nagle sobie o niej przypomnieli? Powrót Mike'a zaakceptowała, znowu zaczęli się dogadywać, cieszy mnie to, ale... Matt i Kate ją zostawili, własne dziecko! Ona tego nie zniesie.. - powiedział płacząc. Emma tylko mocniej go przytuliła.

czwartek, 31 grudnia 2015

14.


- Vanny możesz otworzyć? To pewnie nasze jedzenie! - zawołał Mark z salonu, w którym próbował właśnie podłączyć laptopa do telewizora, żeby spokojnie mogli obejrzeć film na nieco większym ekranie..
- Jasne, idę! - odkrzyknęła dziewczyna i pospiesznie wytarła ręce wychodząc z kuchni.. Nacisnęła klamkę i otworzyła drzwi przywołując na twarz uśmiech, pewna, że ujrzy przed sobą sympatycznego Chińczyka, który dowoził im jedzenie. Jakie było jej zdziwienie, kiedy zamiast dość niskiego mężczyzny w średnim wieku i ze skośnymi oczami ujrzała przed sobą kobietę. Piękną kobietę.. Średniego wzrostu szatynka, z ogromnymi brązowymi oczami uśmiechała się przyjaźnie do Vanessy.
- Cześć, ty jesteś Vanessa, tak? - zapytała kobieta i uśmiechnęła się jeszcze szerzej.
- Tak, to ja. A pani...?
- Em*? Mówiłaś, że przyjedziesz trochę później. - powiedział Mark przytulając szatynkę i pocałował ją w policzek.
- Tak, ale jednak wyrwałam się wcześniej.
- Rozumiem.. Wchodź. Vanny, to Emma. Moja.. dziewczyna. - powiedział nieco zmieszany i uśmiechnął się delikatnie. A na twarzy Vanessy malowało się zdziwienie, ale też radość..
- Miło mi panią poznać. - powiedziała z uśmiechem Van i uścisnęła dłoń szatynki.
- Daj spokój z tą panią.. Mów mi po prostu Emma. - machnęła ręką i przewróciła oczami.
- W porządku...
- A teraz to w końcu nasze jedzenie. - westchnął Mark, kiedy ponownie zadzwonił dzwonek. Otworzył drzwi i odebrał chińszczyznę od dostawcy płacąc mu przy tym, a następnie całą trójką weszli do salonu...

czwartek, 24 grudnia 2015

ŻYCZENIA ❤


TROCHĘ PRZECENIŁAM SWOJE MOŻLIWOŚCI.. 
Niestety nie udało mi się skończyć rozdziału... i w czasie świąt też raczej nie będzie to możliwe. :( 
Dlatego bardzo Was przepraszam..
Rozdział 14 pojawi się najwcześniej 27.12. mam nadzieję, że zrozumiecie. :*

poniedziałek, 30 listopada 2015

13.


miał być wczoraj, wiem.. przepraszam za ten poślizg :*
notka na dole!

     Otworzyła oczy i leniwie przetarła twarz dłońmi podnosząc się do pozycji siedzącej, a jej wzrok natychmiast powędrował na wiszący na ścianie zegar. 17:55.
- Cholera jasna! - krzyknęła i zerwała się z salonowej kanapy pędząc do swojego pokoju. Mike miał przyjść za pięć minut, a ona nie była w ogóle gotowa. Drzemki się jej zachciało.. Przebrała dresy na zwykłe bordowe rurki, a na biały top zarzuciła czarny sweterek na guziki, i weszła do łazienki. Poprawiła makijaż, a włosy związała w coś, co miało być kokiem.. Weszła do kuchni dokładnie w tym momencie, kiedy Mark otwierał drzwi wejściowe.
- Mike, cześć. - powiedział radośnie mężczyzna i wpuścił chłopaka do środka. - Vanny!
- Nie krzycz tak, jestem w kuchni. - powiedziała wychodząc do przedpokoju. - Ubiorę tylko buty i możemy iść..
- Van, bo.. - zaczął Michael zwracając tym uwagę blondynki, która spojrzała na niego wyczekująco. - Tak pomyślałem, że może..
- Zostaniemy u mnie? - zapytała, a chłopak niepewnie przytaknął. - Boże, jak dobrze. Nie mam ochoty nigdzie wychodzić. - westchnęła z szerokim uśmiechem. - To co, pizza? - zapytała sięgając po telefon.
- Zdecydowanie. - zaśmiał się Mike.
- Mark, chcesz pizzę?!
- Nie wychodzicie? - zapytał zaskoczony.
- Nie.. A mamy wyjść?
- Dlaczego? Zostańcie, przynajmniej się nie będę nudził.. Dla mnie wegetariańska.. Chodź, Mike, wybierzemy jakiś film. - uśmiechnął się i razem z chłopakiem zniknął w salonie...

sobota, 21 listopada 2015

12.


27 września

- Jesteś pewna, że sobie poradzisz? Źle się czuję z tym, że zostawiam cię tutaj samą. - powiedziała Vanessa zakładając szarą bluzę. Pogoda dzisiaj nie rozpieszczała, ale nic dziwnego w końcu jest jesień..
- Oj, jestem pewna.. Leć, skoro musisz. - uśmiechnęła się Gaby. - I tak o tej porze ruch jest znikomy. A poza tym na spokojnie będę mogła posprzątać lokal przed jutrem.
- No dobrze.. Pamiętaj, że gdybyś potrzebowała pomocy to jestem pod telefonem. Możesz w każdej chwili zadzwonić.
- Wiem, Vanny, ale poradzę sobie.. Idź już, bo spóźnicie się na to lotnisko. - powiedziała Gabriela i niemalże wypchnęła przyjaciółkę za drzwi.
- Ok, do jutra. - westchnęła Van i ruszyła przed siebie kierując się na parking, na którym czekał na nią Mark.. Dziewczyna wsiadła do samochodu i obdarzyła wujka szerokim uśmiechem. - Dziękuję, że przyjechałeś.
- Nie ma sprawy.. To co, na lotnisko? - zapytał mężczyzna przekręcając kluczyk w stacyjce.
- Tak..
- Pasy, kochanie.
- Pamiętam, tato.. - zaśmiała się blondynka i posłusznie zapięła pasy dokładnie wtedy, gdy Mark wyjechał z parkingu i włączył się do ruchu..

sobota, 14 listopada 2015

11.


PRZEPRASZAM
, że tak późno rozdział, ale miałam trochę problemów..
osobistych i nie tylko... mam nadzieję, że zrozumiecie :*
miłego czytania, kochani! ♥
(nie zapomnijcie zostawić komentarza) :*
 
*

     Otworzyła oczy i uporczywie wpatrywała się w sufit próbując zidentyfikować miejsce, w którym się znajduje. Niestety średnio jej to wychodziło.. Westchnęła ciężko i podniosła się siadając na łóżku i rozejrzała się po pomieszczeniu, ale w dalszym ciągu nie mogła zidentyfikować tego miejsca. Nie była u siebie. Nie była u Gaby. Nie była nawet u Daniela.. Więc gdzie była? Odpowiedź na to pytanie przyszła bardzo szybko, bo drzwi do sypialni otworzyły się, a do środka wszedł Michael z tacą ze śniadaniem w rękach.
- Nie śpisz już. - zauważył chłopak uśmiechając się delikatnie.. - Twój telefon ciągle dzwoni, wydaje mi się, że to coś ważnego. - powiedział stawiając przed dziewczyną tacę i podał jej komórkę.
- Dziękuję. - powiedziała uśmiechając się i odblokowała telefon, i skrzywiła się delikatnie. - Jestem spóźniona do pracy.. - westchnęła wybierając numer Gabrieli.
- Vanny, nareszcie! Coś się stało? Czemu nie odbierasz?
- Spokojnie, Gaby.. Opowiem ci wszystko później. Będę w pracy za.. godzinę? Mam nadzieję, że poradzisz sobie beze mnie.
- Jasne, dam radę. Czekam.
- Dzięki, to do zobaczenia. - powiedziała i rozłączyła się, po czym zaczęła jeść przygotowane przez Mike'a śniadanie.. - Czemu tak na mnie patrzysz?
- Po prostu dawno nie widziałem cię.. takiej. - uśmiechnął się wzruszając ramionami. - Podwieźć cię gdzieś? Mam jeszcze trochę czasu przed rozpoczęciem pracy.
- To już dzisiaj?
- Tak, mój wielki dzień.. Myślisz, że dzieciaki mnie polubią?
- Ciebie nie da się nie lubić, Mikey. - powiedziała z uśmiechem Vanessa. - A wracając do twojego pytania, to byłabym wdzięczna gdybyś podrzucił mnie do domu. Muszę się ogarnąć..
- Jasne, nie ma sprawy..
- Dziękuję.. Za wszystko. Wczoraj poczułam się trochę jak dziesięć lat temu..
- Ja też się tak czułem.. Dobra, chodź już, jedziemy. - powiedział wstając z łóżka, a zaraz po nim to samo uczyniła Vanessa, a już po kilku chwilach obydwoje opuścili mieszkanie..

wtorek, 27 października 2015

10.


- Ty! - warknęła mrużąc oczy, wskazała palcem chłopaka i podeszła do niego.
- Cześć Gabriela. - uśmiechnął się delikatnie Daniel.
- Nie uśmiechaj się tak.. Co jej zrobiłeś?! - zapytała mierząc go wzrokiem.
- O czym ty mówisz? - zdziwił się i spojrzał na twarz dziewczyny.. Musiał się trochę pochylić, bo była od niego sporo niższa..
- Nie udawaj.. Mówię o Vanny. Przyszła dzisiaj do pracy cała napuchnięta, z czerwonymi oczami, co wskazuje tylko na to, że przepłakała całą noc.. Mów, co jej zrobiłeś, bo nie ręczę za siebie. - warknęła podpierając się pod boki rękami.
- Nic jej nie zrobiłem. Daj mi spokój.. - Daniel wzruszył ramionami i wyminął dziewczynę podchodząc do Vanessy, która właśnie wyszła z zaplecza i uśmiechała się do niego delikatnie.. W tym samym momencie do kawiarni wszedł Michael, który - mimo podkrążonych oczu - miał szeroki uśmiech na twarzy.
- Hej, Gaby. - powiedział i przytulił dziewczynę na powitanie, a kiedy się od niej odsunął i odnalazł wzrokiem Vanny uśmiech na jego twarzy delikatnie zmalał..
- Cześć. Kac morderca? - zaśmiała się szatynka chcąc odwrócić uwagę kolegi od przytulającej się przy barze pary..
- Nie jest tak źle.. Dostanę dużą kawę i muffinkę czekoladową?
- Oczywiście, chodź. - uśmiechnęła się i ruszyła do baru, a Mike poszedł za nią i zajął jeden z wysokich stołków.. - Cześć. - powiedział i skinął głową w kierunku Vanessy i Daniela, a oni odpowiedzieli tym samym.
- Proszę. Smacznego.
- Dziękuję.. - odpowiedział i zerknął na Daniela, który właśnie opuścił The Swift, a Vanny usiadła za barem obok Gabrieli i uśmiechnęła się do Mike'a.
- Co masz taki dobry humor dzisiaj? - zapytała Gaby.
- Znalazłem pracę idealną dla mnie.
- Wow, gratulacje.. - uśmiechnęła się szeroko dziewczyna. - Co to za praca?
- Będę trenerem piłki nożnej w tej nowej szkółce, która jest niedaleko.
- Fajnie, że będziesz robił to, co kochasz. - powiedziała z delikatnym uśmiechem Vanessa.
- Też się cieszę, Vanny. - odpowiedział z uśmiechem i dostrzegł, że na to zdrobnienie, którym nazwał dziewczynę jej uśmiech się delikatnie poszerzył.. - Dobra, dziewczyny. Miło się rozmawia, ale muszę lecieć na pierwsze spotkanie z nowym szefem. Trzymajcie kciuki!
- Powodzenia!

niedziela, 18 października 2015

09.

~ notka na dole! przeczytajcie, proszę! ~ 

10 września

     "Nowo otwarta szkółka piłkarska poszukuje chętnych na stanowisko trenera dla grupy wiekowej 12-15 lat! Jeśli jesteś zainteresowany/-a, zadzwoń! 880******" - przeczytał i od razu chwycił telefon zapisując numer w jego pamięci. Zadzwoni później.. Uśmiechnął się delikatnie pod nosem i schował telefon do kieszeni spodni, po czym poprawił okulary na nosie i ruszył wzdłuż ulicy. Szedł przed siebie, nie wiedział gdzie, musiał po prostu odpocząć od swojego mieszkania, z którego przez ostatni tydzień praktycznie nie wychodził.. Kilkanaście minut później zatrzymał się pod The Swift, nie wiedział nawet, że tak daleko zaszedł.. Przez chwilę wahał się, czy wejść do środka, ale w końcu nacisnął klamkę i pchnął drzwi wchodząc do lokalu, a dzwoneczek jak zawsze zakomunikował przyjście nowego klienta. Od razu za ladą pojawiła się dziewczyna, wyglądająca inaczej niż zwykle ze względu na wyprostowane włosy, na której widok na twarzy bruneta pojawił się uśmiech. Podszedł do baru i zajął jeden ze stołków opierając łokcie o blat..
- Cześć. Co dla ciebie? - zapytała miłym tonem i uśmiechnęła się do niego delikatnie. O co chodzi?!
- Hej.. Kawę mrożoną. - powiedział z uśmiechem, a Vanessa skinęła głową i zaczęła przygotowywać jego zamówienie. - Ładnie wyglądasz w prostych włosach. - palnął zanim zdążył pomyśleć, ale dziewczyna spojrzała tylko na niego i szeroko się uśmiechnęła w geście podziękowania. Dobra, dziwnie się zachowuje..
- Proszę, twoja kawa. - powiedziała stawiając przed nim wysoką szklankę wypełnioną napojem i bitą śmietaną.. Mike skinął głową dziękując i chciał się odezwać, ale w tym momencie dzwoneczek zawieszony nad drzwiami wydał odgłos, a na twarzy Vanessy pojawił się szeroki uśmiech, a oczy zabłysnęły. Michael spojrzał w kierunku drzwi i zauważył dość wysokiego szatyna trzymającego w ręce różową różyczkę.. Kiedy chłopak zamknął za sobą drzwi i zaczął zbliżać się do baru Van podbiegła do niego i mocno przytuliła, a on objął ją w talii unosząc delikatnie i pocałował.. w usta!
- Hej, kochanie. To dla ciebie. - powiedział i wręczył dziewczynie kwiatek, na co ona pocałowała go w policzek.
- Dziękuję.. Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. Muszę zaraz lecieć do pracy. Ale chciałem cię wcześniej zobaczyć.. - uśmiechnął się spoglądając jej w oczy, a na jej policzkach pojawiły się niewielkie rumieńce.. Michael przyglądał się im z boku, a jego krew zaczęła szybciej płynąć, a pięści mimowolnie się zacisnęły. Wyjął z kieszeni kilka funtów i położył je na ladzie, po czym gwałtownie wstał..
- Muszę lecieć, cześć. - rzucił do Vanessy i skierował się do drzwi, ale zatrzymał go głos dziewczyny.
- Mike, poczekaj.. Chciałabym, żebyś poznał.. Ugh, to Daniel, mój chłopak. A to Michael mój...
- Po prostu Michael.. - powiedział chłopak i uścisnął dłoń Daniela. - Teraz już muszę lecieć. Na razie! - pożegnał się i wyszedł, a Van patrzyła jeszcze kilka sekund na drzwi i nie bardzo wiedziała o co chodziło..
- Dziwny jakiś.. Skąd go znasz? - zapytał Dan spoglądając na blondynkę.
- Długa historia.. Może kiedyś ci opowiem. - uśmiechnęła się. - Muszę wracać do pracy..
- Tak, wiem.. Też już muszę iść. Widzimy się jutro, tak?
- Tak, ale jesteśmy w stałym kontakcie, prawda?
- Oczywiście, kochanie. Pa. - nachylił się i musnął usta Vanessy, po czym z szerokim uśmiechem wyszedł z kawiarni..

środa, 14 października 2015

08.


     Z zamyślenia wyrwał ją dzwonek do drzwi. Spojrzała na siedzącego obok niej wujka i westchnęła wstając z kanapy, a mężczyzna obdarował ją szerokim uśmiechem. Kręcąc głową podeszła do drzwi i niechętnie nacisnęła klamkę otwierając je..
- Dobry wieczór, czy to pani zamawiała pizzę? - zapytał sympatycznie wyglądający, szeroko uśmiechnięty, szatyn.
- Tak, tak. Ile płacę? - zapytała sięgając po portfel, który leżał na komodzie.
- 18 funtów... Vanessa Dowson? - zapytał niepewnie zwracając tym uwagę dziewczyny, która spojrzała na niego zaskoczona i dopiero wtedy rozpoznała stojącego przed nią chłopaka.
- Boże, Daniel*, nie poznałam cię. - zaśmiała się podając mu pieniądze i odebrała pudełko z pizzą.
- Nie dziwię się. Nie wyglądam jak ja w tej śmiesznej czapce. - powiedział ze śmiechem wskazując na czerwoną czapkę z daszkiem.. - Dawno się nie widzieliśmy.
- Tak, trochę czasu minęło.. Musimy się zgadać na jakąś kawę, czy coś takiego.
- No właśnie. To może zadzwonię?
- Jeśli tak bardzo chcesz. - zaśmiała się Vanny i oparła się o futrynę spoglądając na chłopaka.
- Chcę. Mam tylko nadzieję, że nie zmieniłaś numeru.
- Nie, jest od zawsze taki sam.
- Super. To... do zobaczenia, Van. - powiedział z uśmiechem i cofnął się od drzwi.
- Do zobaczenia, Daniel. - uśmiechnęła się i weszła do domu z pudełkiem pizzy w ręku. Odłożyła portfel na komodę i weszła do salonu siadając obok wujka na kanapie.
- Co tak długo? - zapytał Mark otwierając pudełko.
- Rozmawiałam z dostawcą. - uśmiechnęła się blondynka. - To Daniel, pamiętasz go?
- Carter? Oczywiście, że pamiętam. Byliście prawie nierozłączni w liceum.. Dawno go nie widziałem, nie spotykaliście się ostatnio.
- Tak, kontakt się nam urwał. Ale mam nadzieję, że nadrobimy. - powiedziała Van, a Mark wbił w nią swoje spojrzenie. - Wiem, co myślisz, ale zapomnij.. Z Michaelem tak łatwo nie będzie. - westchnęła i wzięła kawałek pizzy..

piątek, 2 października 2015

07.


     Od dnia, w którym w drzwiach mieszkania Michaela stanęła Vanessa minęło dokładnie dziesięć dni. Nie, żeby ktoś to liczył.. Mike przez ten czas mało wychodził. Nie miał nikogo z kim mógłby się spotkać, więc nie widział potrzeby, żeby opuszczać mieszkanie.. Chłopak siedział właśnie na swojej jakże wygodnej - o dziwo! - kanapie, a w jego dłoni znajdowała się butelka piwa. Wpatrywał się w ekran telewizora, na którym rozgrywał się właśnie mecz piłki nożnej. Jego ulubiona dyscyplina.. Z trudem oderwał się od oglądanego meczu, kiedy usłyszał dzwonek. Podniósł się z kanapy odstawiając piwo na stolik i przeczesał włosy dłonią podchodząc do drzwi, które szybko otworzył..
- Siema, stary! - zawołał Tomas i rzucił się na Mike'a przyciągając go do męskiego uścisku. Chłopak stał oniemiały i przez kilka sekund nie wiedział co się dzieje, ale po chwili otrząsnął się i odwzajemnił uścisk. Kiedy oderwał się od przyjaciela rozejrzał się po korytarzu w poszukiwaniu Diany, a kiedy ją zauważył na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Rozłożył ramiona i po chwili tulił do siebie przyjaciółkę.
- Cieszę się, że was widzę. - powiedział wpuszczając gości do mieszkania. - Jesteście głodni? Bo tak jakby nie mam nic w lodówce, oprócz piwa i sera żółtego, więc.. Mogę iść do sklepu..
- Nie, nie rób sobie kłopotu, Mike. Zresztą zaraz spadamy do hotelu, chcieliśmy się tylko zameldować. - powiedziała z uśmiechem Diana, a Tomas przytaknął.
- Daj spokój, Di. Może mieszkanie jest małe i ma tylko jedną sypialnię, ale ta kanapa jest naprawdę wygodna! Możecie się zatrzymać u mnie.
- Poważnie? - Tomas spojrzał na przyjaciela, a ten pokiwał energicznie głową i uśmiechnął się. - Nie umówiłeś się z jakąś panienką przypadkiem? Nie chcielibyśmy wam przeszkadzać.
- Nie będziecie nam przeszkadzać.. Będziecie mogli nawet dołączyć. - powiedział całkiem poważnie Michael i poruszał brwiami w górę i w dół.
- Jesteś obrzydliwy! Nie wiem jak ty, kochanie, ale ja jadę do hotelu.. - skrzywił się Tomas, a Mike wybuchnął śmiechem. - No co? Nie mam zamiaru brać udziału w tym... czymś.. Z tobą.
- A co, ja jestem jakiś gorszy? - zapytał, ale w odpowiedzi dostał tylko westchnięcie. - Przecież żartowałem.. Nie umówiłem się z nikim. Nie znam tu praktycznie nikogo. A na poznanie kogoś nie miałem okazji, bo nie wychodziłem..
- Ach.. No dobra, to w takim razie mogę zostać. - odetchnął z ulgą Tommy, a Diana wybuchnęła śmiechem. Ta cała sytuacja była dość komiczna.. Brakowało jej tego, zresztą nie tylko jej.
- Super.. To ja skoczę do sklepu po coś do jedzenia. - uśmiechnął się Mike wstając z kanapy. Z komody zgarnął klucze i portfel, a w przedpokoju założył buty. - Czujcie się jak u siebie! - zawołał i wyszedł z mieszkania kierując się do windy..

czwartek, 24 września 2015

06.


     Otworzyła oczy i uporczywie wpatrywała się w sufit. Nie mogła zasnąć.. Jak tylko zamknęła oczy widziała ból w oczach Mike'a. Może on naprawdę żałuje i te przeprosiny były szczere? Odetchnęła głęboko i położyła się na boku wbijając wzrok w okno. Po chwili niebo przeszyła błyskawica, a zaraz po niej dało się słyszeć głośny grzmot. No, pięknie, burza.. Vanessa od zawsze bała się burzy. Wtedy najchętniej schowałaby się pod łóżkiem i przeczekała, ale przecież nie jest już dzieckiem. Musi sobie jakoś poradzić ze strachem. Sięgnęła dłonią na szafkę przy łóżku i wzięła z niej słuchawki. Podpięła je do telefonu i włączyła muzykę. Ponownie położyła się na plecach i przymknęła oczy wsłuchując się w głos, którym Adele przekazywała wszystkie swoje emocje w piosence "One And Only"..
     Rano obudziła się kilka minut przed budzikiem.. Wstała z łóżka i założyła na stopy kapcie, po czym zeszła do kuchni, w której był już Mark.
- Cześć. - powiedziała z delikatną chrypką. Nalała sobie kawy do kubka i usiadła na blacie kuchennym.
- Cześć.. Vanny mówiłem ci, żebyś nie siadała na blacie. Ile ty masz lat? - zaśmiał się się mężczyzna.
- Oj, daj spokój, wujku. - wzruszyła ramionami i spojrzała na niego.. - Podpisujesz z nim dzisiaj umowę?
- Tak, o dwunastej..
- O której wrócisz do domu?
- Tak, jak zwykle. Koło czwartej.. Dlaczego tak wypytujesz?
- Tak tylko pytam.. Idę się przebrać. - uśmiechnęła się i wyszła z kuchni.
- Vanny! - usłyszała krzyk Marka i odwróciła się spoglądając na niego. - Co się tam wczoraj wydarzyło?
- Nic. Miłego dnia, wujku. - powiedziała z uśmiechem i weszła do swojego pokoju..